środa, 11 listopada 2009

Czytam komiksy.

Październik to miesiąc MFKiG, podczas którego ludzie wydają ostatnie pieniądze na zakup swoich wymarzonych komiksów. Po powrocie do swych domostw zakopują się w nich na tak długo, jak pozwoliły fundusze w danym roku. Jako że nie byłem na festiwalu, postanowiłem zamówić sobie ze sklepu Gildii Komiksu kilka albumów, co też uczyniłem. A zaległości jeśli chodzi o komiksy na papierze mam sporo. Co kupiłem? Jak wrażenia? Już mowię.

"Batman: Hush".
Fabuła. O napisanym przez Jepha Loeba scenariuszu trudno mi wiele powiedzieć, w komiksie sporo się dzieje, jest to bardziej komiks akcji, niż kryminał, choć w sumie akcja toczy się wokół prowadzonego przez Batmana śledztwa. Wszystko zaczyna się, gdy ogromny mężczyzna w prochowcu porywa z ulicy powracającego ze szkoły Edwarda Lamonta IV, syna bogatego biznesmena. Porywacz żąda od rodziców chłopca dziesięciu milionów dolarów okupu. Batman odnajduje dzieciaka i tego, kto go porwał -Killer Croca. Dochodzi do walki, a w tym czasie ktoś... zresztą nieważne, fabuła jest skomplikowana i szczerze mówiac w trakcie czytania średnio byłem zainteresowany tym, kto za tym wszystkim stoi i dlaczego. Myślę, ze trochę zbyt wiele postaci zostało zaangażowane w całą historię

Rysunki. Grafika Jima Lee z tuszem Scotta Williamsa to najmocniejszy punkt tego komiksu. Zresztą, co tu dużo mówic, Lee jest bardzo dobrym rysownikiem, choć czasem odrobinę przesadza. Zwłaszcza przy rysowaniu kobiet, ich nogi potrafią być nienaturalnie długie :)

Kolor. Kolory Alexa Sinclaira są proste, czyste, może czasem zbyt czyste. Efektowne, czasem może efekciarskie (za dużo świateł). Ja bym to zrobił inaczej.

"Batman: Rozbite Miasto"
Fabuła. Wcześniej nie zwróciłem na to uwagi, ale "Rozbite Miasto" to kolejna historia, w której wszystko zaczyna się od dokonanej przez Killer Croca zbrodni. Tym razem jest to zabójstwo siostry drobnego gangstera, Angela Lupo, który z jakiegos powodu ukrywa się gdzies w Gotham. Batman przesłuchuje Croca, później dociera do Margo Farr, dziewczyny Lupo. W końcu wpada na jego trop. I wtedy zaczynają się kłopoty. Scenarzysta, Brian Azzarello pokazuje nam świat skomplikowany, ale wiarygodny, w którym każdy ma swoje miejsce. Podobnie jak w "Hush", tak i tutaj pojawia się wiele postaci z uniwersum Batmana, tu jednak postacie te nie starają sie tak mocno wyjść na pierwszy plan, kazdy jest tylko częścią większej całości, hierarchii. Również Batman. Mnie osobiscie przypomina on bardziej policjanta, niż superbohatera. Wzbudza strach, ale racjonalny strach. Szczerze mówiąc kojarzy mi się on z porucznikiem Kojakiem. Przestępcy go nie lubią, ale odpowiadają na jego pytania. Jest dla nich kimś groźnym, ale śmiertelnikiem. Kobiety traktuje z dystansem, ale pozwala sobie na flirt z Margo Farr. Pokazana przez Azzarello historia wciąga, a gdy docieramy do końca, okazuje się logiczna i spójna. Czego chcieć więcej.

Rysunki. Co do rysunków Eduardo Risso w tym komiksie mam mieszane uczucia. Są one gdzieś pomiędzy realizmem a uproszczeniem rodem z Sin City. Czasem są dobre i klimatyczne, a czasem jakby zrobione w pośpiechu.

Kolor. Te z kolei są autorstwa Patricii Mulvihill I szczerze mówiąc średnio mi się podobają. Puste przestrzenie jakie (zapewne celowo) co jakiś czas pozostawiał rysownik można było wykorzystac na dwa sposoby: albo wypelnic jednolitym kolorem, co bardzo fajnie wygląda na okładkach Dave'a Johnsona, albo spróbować zrobić cos bardziej skomplikowanego, nadac komiksowi więcej charakteru. Tymczasem to, co najczęściej dostajemy to gradienty, czyli takie trochę nie wiadomo co. Jak w przypadku kolorów w "Hush", ja bym to zrobił inaczej.

"Łauma"
Fabuła. Czego potrzebuje komiks? Historii pozwalających nam znaleźć się w miejscach, w których jeszcze nie byliśmy. Taką opowieść prezentuje nam własnie "Łauma", wykorzystuje pewne już istniejące, choć szerzej nie znane historie i tworzy z nich coś całkiem nowego. O "Łaumie" napisano już dużo, więc nie będę się powtarzał, powiem tylko, ze historia jest warta przeczytania, bajkowa, a jednocześnie trochę straszna (czyli taka, jakie tego typu opowieści powinny być). Karolu, Łaumo, idźcie tą drogą.

Rysunki. Bardzo zgrabna zabawa czernią i bielą. buduje świetny klimat, zwłaszcza ujęcia zimowe. Taki cartoon z detalami.

Kolor. Kolory zobaczyć możemy tylko na okładce i tu się przyczepię, tzn. niezbyt mi się ona podoba. Wiem, powtarzam się, ale ja bym to zrobił inaczej, choć w sumie nie wiem, jak.

poniedziałek, 26 października 2009

Blabla

Nie wspomniałem o założeniu równoległego bloga. Będę nań wrzucał rysunki.

Oprócz tego, na Polterze pojawiła się recenzja "Człowieka-Szynszyli".

czwartek, 22 października 2009

BM

Żeby nie było, że ja to tylko się odzywam, jak mi się coś nie podoba, nowa okładka "Bostońskich Małżeństw" wygląda zdecydowanie lepiej. Serce moje się raduje.

sobota, 17 października 2009

O sieci słów kilka.

Na blogu zdarzyło mi się poruszać różne tematy, mniej lub bardziej powiązane z tzw. kulturą geeków. Dzisiejszym postem chciałbym wkroczyć na wody chyba najczęściej jej przypisywane, czyli tematy "software'owo-internetowe". W tym internetowym kąciku będę się z wami dzielił głównie informacjami na temat serwisów, z których korzystam i które zwyczajnie ułatwiają mi życie.

Pozwolę sobie zacząć od serwisu (społecznościowego?) StumbleUpon. Jest to strona w pewnym stopniu podobna do strony Digg.com, czy polskiego Wykopu. W serwisie StumbleUpon kazdy z użytkowników może dodać dowolną stronę do serwisu, inni wchodzą na nią i oceniają, czy im się podoba, czy nie. Jaka zatem jest różnica? W serwisie Digg to, czy strona znajdzie się wyżej lub niżej w rankingu, a co za tym idzie ile osób odwiedzi stronę, zależy od tego, jak wiele osób oceni stronę pozytywnie. Czyli rządzi większość, tłum. Tłuszcza uzbrojona w widły. Ok, poniosło mnie, ale jednak coś w tym jest. StumbleUpon działa inaczej. Po kliknięciu w odpowiedni przycisk:

zostajemy odesłani na losową stronę internetową z zasobów serwisu, ale za to dobraną według naszych zainteresowań (wybranych po rejestracji) oraz tego, jakie strony dotychczas uznaliśmy za fajne, lub nie, co wyrazić możemy za pomocą takich oto przycisków:


dostępnych w specjalnym pasku, który pojawia się u góry przeglądanej strony. Możemy też zainstalować w przeglądarce odpowiedni pasek narzędzi. Przycisk "kciuk w górę" służy również do dodawania nowych stron do systemu. Po zarejestrowaniu się dobrze jest zacząć od kliknięcia pozytywnie na paru stronach, np. ulubionych komiksach czy teledyskach, to pozwala systemowi już na starcie lepiej dopasować losowane strony do zainteresowań użytkownika.

Wiem, że na początku może to wszystko brzmieć skomplikowanie, ale w praktyce jest dość proste. No i przyznać muszę, że kiedy się zarejestrowałem, wciągnęło mnie na parę dni, które spędziłem klikając jak głupi.

Jak dla mnie, jedyną zauważalną wadą SU jest to, że nie pozwala jeszcze na wybór losowania stron tylko w języku polskim (jest taka możliwość dla np. japońskiego czy hiszpańskiego).

No i przy okazji zapraszam do rzucenia okiem na mój profil. Klikając w pomarańczowy przycisk "Stumble" możecie spróbować jak to działa losując coś z moich zakładek.

wtorek, 13 października 2009

Gratulacje.

Okładka antologii "Bostońskie małżeństwa". Jest to oficjalnie najbardziej chujowa okładka, jaką zdarzyło mi się dotąd zobaczyć jeśli chodzi o komiksy na papierze. Gratuluję i mam nadzieję, że zawartość antologii będzie ciekawsza.

sobota, 12 września 2009

Kącik muzyczny.

Brother Ali. Dla mnie chyba raper numer jeden w tej chwili. Zawsze gdy oglądam ten klip, zresztą nie tylko wtedy, zazdroszczę mu energii i podejścia do życia. Chciałbym tak.


piątek, 11 września 2009

Diggs.

Nie bedę dużo pisał, bo późno jest, z różnych przyczyn technicznych, o których czytający jak rzucam bluzgami na twitterze wiedzą, i osobistych, które zapewne mało kogo obchodzą, wrzucam, co poniżej. Komiks, nad którym siedzę od paru tygodni, będący rebootem mojego pierwszego webkomiksu. Pierwsze dwie strony. Jesli jakimś cudem uda mi sie uruchomić jakąkolwiek stronę (bo bitwę z ComicPressem i swoim hostingiem przegrywam), to ruszy niedługo.



A teraz albo idę spać, albo wyładować swoją frustrację gwałcąc, paląc i rabując okoliczne wioski. Jeszcze nie jestem pewien.

czwartek, 20 sierpnia 2009

1009

czwartek, 13 sierpnia 2009

Subiektywnie. O webkomiksie.

Przyszła pora na odrobinę teoretyzowania. Ostatnio z różnych powodów w mojej komiksowej pracy (tak jakbym robił cokolwiek innego) zapanował zastój, no a ja tak mam, że jak nic nie robię, to myślę. Myślę na przykład o tym, co by było gdybym coś robił (to bardzo hipotetyczne rozważania).


Jest sierpień, co przypomniało mi, że niedługo upłynie kolejny rok mojej pracy komiksiarza (z jakiegoś powodu mój rok zaczyna się we wrześniu/październiku, może to siła szkolnych przyzwyczajeń, może coś innego, nie wiem). Właśnie w październiku ubiegłego roku wystartowały dwa moje komiksy: "Człowiek-Szynszyla: Forever" i osadzony w świecie fantasy "R'Gar". Z perspektywy tego roku wygląda to nieźle, ale nie jestem pewien czy do końca tak, jak chciałem. W grubym zaokrągleniu robiłem średnio 1,4 strony na tydzień, czyli raczej biednie, biorąc pod uwagę, że poza tym nic specjalnego nie robię. Ok, nie ilość się liczy tylko jakość. Z tą jakością jednak też bywa różnie. Nie będę tu wyliczał, z czego nie jestem zadowolony, bo w sumie po co. Mam nadzieję, że przy okazji udało mi się czegoś nauczyć na błędach.

Druga sprawa to plany na przyszłość. Tu w zasadzie nic nowego. Drugi odcinek "NCS", zakończenie "R'Gara". Rozważam restart "Ostrzy". Myślałem o zrobieniu jakiegoś fankomiksu, z Batmanem na przykład. A może nic nie zrobię, położę się i prześpię resztę życia. Jeszcze nie wiem.

Trzecia sprawa to odwieczne pytanie: Czy z komiksów można żyć? A z webkomiksów? Do tej pory wydawało mi się, że nie bardzo. Ostatnio zmieniłem system reklam z Google Adsense na Project Wonderful i przeglądając statystyki korzystających z tego serwisu webkomiksiarzy doszedłem do wniosku, że jednak można. Nie jest to proste, ale wykonalne.

Ostatnio zastanawiam się również nad kondycją polskiego webkomiksu w ogóle. Mam wrażenie, że zaczyna się on cofać. Mam wrażenie, że polskim twórcom zaczyna się powoli odechciewać. Może to po prostu przychodzi z wiekiem.
Brakuje mi przede wszystkim sensownego kolektywu internetowego. No bo w Polsce jest tylko netKolektyw, który tak naprawdę jest nastawiony na druk. Miałem nawet wysłać coś władzom Dolnej Półki do najnowszego wydania Kolektywu, ale po pierwsze czasu i chęci zabrakło, a po drugie trochę zmieniło mi się podejście. Kiedy zaczynałem z webkomiksem, myślałem, że zrobię parę rzeczy do sieci, nauczę się lepiej rysować, nabiorę doświadczenia i wtedy zajmę się "prawdziwym" komiksem, czyli tym na papierze. Teraz widzę większy potencjał w publikowaniu w Internecie. Wracając do tematu, polskie komiksy sieciowe mają małe szanse na zdobycie większego grona czytelników. Nawet te posiadające anglojęzyczną wersję. "Hell Hotel" radzi sobie chyba najlepiej (w tej chwili są na 11-tym miejscu na TWC, wow). A gdyby tak kilka polskich komiksów publikujących również po angielsku zrobiło wspólną stronę (nawet na bloggerze, czy coś), promowało się jako grupa, mogłyby chyba swoje zdziałać. Zresztą, co ja tam wiem.

No i ostatnie, najbardziej odwieczne z odwiecznych pytanie: czy w tym roku dotrę na MFK? Zobaczymy.


środa, 5 sierpnia 2009

Subiektywnie. Survival skills.

W sumie ten post mógłbym zaliczyć do kącika muzycznego (poprzednio była literka A więc dziś byłoby B jak Buckshot), ale jest to post pisany raczej pod wpływem impulsu, no i nie skupiać się będzie na osobie Buckshota, a na albumie, który on i KRS-One zaplanowali na wrzesień.
Nie wiedziałem, co sądzić o "Survival Skills". Podczas gdy KRS jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych MC, Buckshota znałem słabo. Trochę nawet zapomniałem, że album ma wyjść, aż wczoraj na blogu RAPort przeczytałem tracklistę tego albumu.

1. "Survival Skills" Feat. DJ Revolution
2. "Clean Up Crew" Feat. Rock of Heltah Skeltah
3. "The Way I Live" Feat. Mary J. Blige
4. "Robot"
5. "We Made It" Feat. Slug of Atmosphere
6. "Take Off The Mask" Feat. Talib Kweli & Geologic of Blue Scholars
7. "Running Away" Feat. Immortal Technique
8. "Amazin' Shit" Feat. Sean Price of Heltah Skeltah & Loudmouf Choir
9. "Think Of All The Things" Feat. K'naan
10. "One Shot" Feat. Pharoahe Monch
11. "Pull The Trigger" Feat. Smif-N-Wessun & Bounty Killer
12. "There It Is"
13. "Hear No Evil"
14. "BX to BK"
15. "Past * Present * Future" Feat. Melanie Fiona & Naledge of Kidz In The Hall

Aby łatwiej było zrozumieć moją reakcję, powiem tyle, że spośród dziesięciu moim zdaniem najlepszych wykonawców, pięciu pojawia się na tej płycie. A pozostali to też światowa czołówka. W tej chwili totalnie się jaram.
Słyszałem głosy, że tych gości to za dużo, że po co aż tylu, itd. ale chciałbym zwrócić uwagę, że jak większość albumów, w których tworzenie zaangażowany był KRS, "Survival Skills" to nie tylko muzyka, to album manifestujący pewne poglądy, spojrzenie na współczesny hip-hop i wskazanie tego, co w nim ssie. Na takich albumach warto jest zebrać jak najwięcej ludzi, bo jak mawiają brytyjscy arystokraci: "w kupie siła".