Nowa seria w sieci?

niedziela, 12 czerwca 2011

Nie mam cierpliwości.

To co powiem, nie będzie zbyt odkrywcze: komiksiarz musi być cholernie cierpliwy. Narysowanie albumu, czy choćby szorta, to zawsze rysowanie w kółko tych samych postaci, często w powtarzającej się scenerii czy pozach.

Można oczywiście wspomóc się metodą kopiuj-wklej, której ja sam staram się jednak unikać (no, na poziomie szkicu używam jej bardzo często, ale potem już nie). Wynika to może trochę z czystego komiksiarskiego snobizmu, ale chyba nie do końca.
Tak naprawdę wydaje mi się, że kopiuj-wklej odbiera komiksowi, czyli sekwencji obrazów, pewną płynność. Jeśli wyjmiemy dowolne dwie klatki z filmu, nie będą one identyczne. A jeśli będą, to znaczy, ze przedstawiają nieruchomy obraz. Przedstawienie nieruchomego obrazu w komiksie ma oczywiście czasami sens. Ale jeśli nie mamy narzuconego przez film standardu dwudziestu kilku klatek na sekundę, możemy się zacząć zastanawiać. Jeśli mamy narysować sekwencję identycznych obrazów, przedstawiających np. pusty pokój, to ile kadrów mamy narysować? Przedział czasowy, jaki chcemy pokazać, możemy przecież rozbić na dowolną ilość klatek, pięć, dziesięć, milion. Jak pokazać, że pokój jest pusty przez 30 sekund, a nie np. minutę? Czy w przypadku identycznych obrazów mówimy jeszcze o sekwencji, skoro ich kolejność nie ma znaczenia? Gdyby jednego z nich zabrakło, moglibyśmy przecież nawet nie zauważyć.

To tylko przykład pytań, jakie generuje mój mózg o trzeciej rano. Odpowiedź na nie jest prosta i smutna - takie rzeczy trzeba robić po prostu na wyczucie.
Unikanie kopiuj-wklej ma jedną wadę: trzeba umieć narysować tę samą twarz zachowując podobieństwo w kolejnych kadrach.

6 komentarzy:

  1. ooo, i jeszcze z mimiką trzeba sobie jakos radzić.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. No nie wiem. Osobiście nie widzę zbytnio sensu w niekopiowaniu tła na tej planszy. Nie ma powodu, żeby miało ulec jakiejkolwiek zmianie na tych kadrach.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. @adler: ano trzeba.

    @arsen: tu oczywiście mamy punkt odniesienia, jakim jest bohater po prawej (kadry nie są w zwiazku z tym identyczne), pytanie, co gdyby tych postaci tu nie było?

    Natomiast jeśli chodzi o "gotowe" tło to w animacji jest to standard, więc nie ma powodu, by z takiej opcji nie móc korzystać w komiksie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Oo tak, zauważyłam czytając komiks, którego ekranizację niedawno oglądałam (Highschool of the Dead, jakby co), że identycznie rysowane sekwencje raz są szybsze i krótsze, a raz rozciągnięte w stosunku do pierwowzoru - na przykład w kreskówce główny bohater chwilę się wahał, zanim walnął bejsbolem zombie atakującego jego kumpla, a w komiksie robi to już w następnym kadrze. Tyle tylko, że może w komiksie też się tę chwilę zawahał - tylko ja tego nie zauważyłam i tak to odczytałam.
    Żal mi w sumie trochę tych komiksiarzy co się męczą z pięknymi, dopracowanymi tłami, albo makabryczną przemocą, a ja tylko zerkam i odwracam kartkę...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. @Arsen oczywiście pomijam fakt, że kopiuj-wklej po prostu mnie drażni, kiedy już je zauważę u kogoś, w sensie, kiedy widzę, że każda kreska jest dokładnie taka sama w jednym i drugim kadrze.
    Bo np. pozy postaci na powyższych kadrach były kopiowane.

    Ale to trochę jak z filmem. Dobre efekty specjalne są dobre, a z drugiej strony sceny walki w starych filmach robią na mnie większe wrażenie, bo wiem, ze włożono w nie więcej pracy.

    @SStefania no własnie trudno czasem wyczuć, na co czytelnik zwróci uwagę, a na co nie. Generalnie staram się bardziej dynamiczne sceny upraszczać.

    Podoba mi się, jak to zrobił ten gość
    http://enymy.deviantart.com/art/twins-190419469
    wydaje mi się, że osiągnął tu zdrową równowagę jeśli chodzi o detale, a jednocześnie skupił się na uwydatnieniu dynamiki sceny.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń na zawsze